19°C słabe, przelotne opady deszczu

Ekipa "Obłoków śmierci" opowiadała o pracy na planie i filmie

Niemal przy pełnej sali kina Fenix odbyło się wczoraj, 31 stycznia spotkanie z ekipą realizatorską film „Obłoki śmierci. Bolimów 1915”.

Spotkanie przybrało postać rozmowy dyrektora ŁOK – Macieja Malengiewicza z Ireneuszem Skruczajem (reżyserem filmu), Piotrem Jasińskim (II reżyserem) i Kacprem Wójcickim (operatorem) oraz zaproszonymi na tę okazję gośćmi m.in. Wiesławem Sokołowskim, który w latach 70-tych rejestrował rozmowy ze świadkami tragicznych wydarzeń sprzed ponad stu lat, dr. Anną Zalewską, prowadzącą prace archeologiczne na terenie walk i przywracającą pamięć o wielkiej wojnie czy chociażby odtwórcami głównych ról – Jarosławem Kostrzewą (Fritz Haber) oraz Krzysztofem Marczykiem (Max Wild).

Ireneusz Skruczaj podczas konferencji przyznał, że przez cały czas trwania zdjęć nad ekipą czuwał „ktoś na górze”. Wspominał na przykład przeddzień pierwszego dnia na planie, kiedy to niezbędny był śnieg, tymczasem aura, choć zimowa wcale na taką nie wyglądała. Okazało się, że w noc poprzedzającą przyszedł mróz i zmroził resztki śniegu, dzięki czemu ekipa mogła rozpocząć prace.

Dziękował również ekspertom, bez których film nie byłby tak wiarygodny. - Niejednokrotnie pomysły moje i Piotrka Jasińskiego były bombardowane przez ekspertów. Mówili nam, że takich okopów nie było wtedy, taka czapka była dopiero rok później, czy ten żołnierz nie mógł wejść pierwszy – wspominał.

Z kolei Kacper Wójcicki mówił podczas wczorajszego spotkania, że praca na planie nie była łatwa, z uwagi chociażby na ograniczenia budżetowe. Pozytywnie pracę z kolegą ocenił Irek Skruczaj.

- Kacper łapał taki kadr, żeby nie było widać prześwitów. Tak ustawiał żołnierzy, żeby widz miał złudzenie, że jest ich nieskończona ilość, a tymczasem do dyspozycji mieliśmy około 30 rekonstruktorów, nie mówiąc już o rozmazywaniu i zadymieniu trzeciego planu, na którym często pojawiały się słupy energetyczne czy samochody – wymieniał główny reżyser filmu.

Nieocenioną pomocą podczas tworzenia zdjęć byli nie tylko eksperci, ale także rekonstruktorzy. Ci ostatni to miłośnicy lokalnych historii, którzy znali przebieg bitwy pod Bolimowem i wiedzieli, jak żołnierz powinien zachowywać się na polu walki.

- Praca z rekonstruktorami była o tyle łatwa, gdyż nie trzeba było im tłumaczyć, jak żołnierz zachowuje się podczas wojny czy podczas wybuchów ładunków pirotechnicznych. Statystów musielibyśmy nauczyć grać, tymczasem doświadczenie osób, którzy z pasją przywdziewają mundury i biorą udział np. w rekonstrukcjach wojennych było dla nas bezcenne. Niejednokrotnie oni sami byli dla nas skarbnicą wiedzy, kiedy mówili nam, że mundury, na pierwszy rzut oka takie same, należą do różnych żołnierzy, bo różnią się np. ilością guzików czy kolorem klap – mówił Wójcik.

Oni sami, aby bardziej poczuć klimat miejsca oraz doświadczyć zmęczenia, jakie niejednokrotnie odczuwali żołnierze, noce spędzali w okopach. Piotr Dymecki, jeden z nich wspominał, że wojenne warunki były bardzo trudne, zaś wojacy w tamtych czasach doświadczali wszystkiego co najgorsze.

- Dla nas udział w zdjęciach był sprawdzianem, nie tylko wytrzymałościowym, ale i sprzętu – przyznał i pokazał zniszczoną czapkę rosyjskiego żołnierza, którą wkładał na głowę na planie filmowym.

Podczas konferencji nie mogło zabraknąć Jarosława Kostrzewy (Fritz Haber) oraz Krzysztofa Marczyka (Max Wild). Chemik Fritz Haber stworzył i wykorzystał na polu walk gaz bojowy. Osobiście nadzorował atak pod Bolimowem. Asystował mu lejtnant Max Wild, agent służb specjalnych przydzielony do ochrony naukowca, który swoje obserwacje z pola walk skrzętnie notował w pamiętnikach. Po zakończeniu wojny w 1918 roku Fritz otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii.

Kostrzewa przyznał wczoraj, że w postać Fritza wcielał się po raz drugi. Odwzorowanie jej dla aktora było trudne, gdyż nie ma filmów z jego udziałem, bazował jedynie na rycinach i zdjęciach.

- Wiadomo, że na swój sposób był oschły, nie zdradzał emocji i to była podstawa dla mnie tej postaci – powiedział.

Zgromadzona wczoraj, 31 stycznia w sali kina Fenix publiczność mogła obejrzeć kilka zwiastunów filmu oraz archiwalne rozmowy ze świadkami tamtych wydarzeń. „Obłoki śmierci. Bolimów 1915” swoją premierę będzie miał w tym roku.

- Nasz film jest wyrazem hołdu dla Polaków walczących w obu armiach. Bardzo mocno chcemy w nim także poruszyć problematykę broni chemicznej i całego aspektu moralnego. Powtarzając za dr. Anną Zalewską, to była taka wojna, która była pramatką wszystkiego co najgorsze w XX wieku - powiedział na zakończenie Piotr Jasiński.

 

„Obłoki śmierci. Bolimów 1915” to historia użycia gazów chemicznych przez Niemców, by przełamać półroczny front pozycyjny na rzece Rawce w okolicach Bolimowa i pokonując Rosjan zdobyć Warszawę.

„Atak został przeprowadzony wczesnym rankiem 31 maja 1915 roku. Padł wówczas rozkaz odkręcenia kurków 12 000 butli z 264 tonami chloru. Wcześniej niemieccy saperzy z 36 Pułku Pionierów starannie rozmieścili i zamaskowali śmiercionośny arsenał na 12 kilometrowym odcinku frontu.

Butle ustawiono pojedynczo lub łączono po kilka, a od zaworów odprowadzono 3 metrowe rury, z których wydobywał się ciekły chlor zmieniający się w gaz. Niemcy czekali na sprzyjający kierunek wiatru. 30 maja ukształtowała się sprzyjająca cyrkulacja i 31 maja nad ranem (między godz. 2.00 a 3.00) Niemcy rozpoczęli wypuszczanie chloru.

Po otwarciu butli z wiatrem sunęła 6-metrowej wysokości fala gazu, która szybko dotarła do odległych o 80–600 kroków Rosjan. Zaskoczenie Rosjan w okopach było pełne (Rosjanie nie posiadali masek przeciwgazowych, 6 pułk wyposażony był w aparaty tlenowe). Nie wiedzieli, jak się zachować. Sądząc, że jest to zasłona dymna, chowali się do okopów, a tam stężenie gazu było największe. Gdy chmura opadła, rozpoczęło się natarcie niemieckie.

Na szczęście dla obrony rosyjskiej gaz przeszedł nad żołnierzami na pierwszej linii okopów i wraz z posiłkami Rosjanie powstrzymali atak niemiecki. Liczba zagazowanych osiągnęła ok. 11 tys. (inne źródła podają 9100 żołnierzy). Rosyjskie publikacje twierdzą, że życie straciło 1500–2100 żołnierzy. Rosjanie pochowali swoich żołnierzy po ataku gazowym w mogiłach zbiorowych w Wiskitkach, Miedniewicach i Guzowie.” (1)

1. Wikipedia

Ekipa "Obłoków śmierci" opowiadała o pracy na planie i filmie komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na Lowicz24.eu